No więc, wczoraj 29 czerwca, piątek, 2012 rok, został zakończony rok szkolny, a zostały rozpoczęte wakacje 2012! Jak szłam przed całą szkołą po świadectwo z czerwonym paskiem + dyplomem i nagrodą do dyrektorki, to po prostu się tak speszyłam, że zaczęłam się trząść ze strachu, każdy się na mnie gapił, jak by człowieka na oczy nie widział "LOOL". Z Magdą się pogodziłam... Przyjechała do nas rodzina z Krakowa, dali mi i Magdzie po 200 zł, więc jak zapewne się domyśliliście, wraz z Magdą popędziłam na zakupy (znowu)! Ja kupiłam sobie 2 pary okularów "kujonki" pomarańczowe i białe w zielone paski, narzutkę na bluzkę, podkolanówki, takie sweet sandałki xP, baleriny, kokardę na włosy, sweterek, czapkę z daszkiem, bejsbolówkę.
Na wakacjach zachowajcie ostrożność, ponieważ:
- 2 lata temu, miałam wtedy 9 lat, wyjechaliśmy do Włoch na 6 miesięcy (chodziłam tam do szkoły, masakra), no i chcieliśmy zrobić coś "ekstremalnego", więc pojechaliśmy tam gdzie jest największa zjeżdżalnia wodna do "Akłatiki", co po Polsku znaczy "Wodna zabawa", wszyscy poszliśmy na tą zjeżdżalnie, niestety nie było podwójnych łodzi, więc każdy musiał sobie radzić sam i pojechać pojedyńczą łódką, myślałam wtedy, że zwariuje ze złości, po prostu tak wtedy się obraziłam na Magdę, bo mnie do wody wepchnąć chciała, no i poszliśmy na "START", gdzie zaczyna się początek zjeżdżalni (żeby ją przejechać, potrzeba na to 45 minut czasu), jak wchodziliśmy, to oczywiście było tak ślisko, że upadłam na Magdę, a ona na Łukasza i poturlaliśmy się znowu na sam początek i musieliśmy znów iść na górę, jak już wszyscy się ustawili na miejscach, to ruszyliśmy, woda tak chlapała nam na oczy, że nic nie było widać, ale co zrobić? Czasu się nie cofnie, zaczęłam krzyczeć, że się wywalę i żeby mi pomogli! Ale nic się nie dało zrobić, jechaliśmy tak szybko, że żaden człowiek nie byłby w stanie tego zatrzymać! Magda jechała za mną, też krzyczała, że nie wytrzyma, zaczęłyśmy się kołysać na boki, prawie by nas całkiem zwaliło z łodzi, jeszcze zostało 25 minut jazdy, więc ja nie wiedząc co robię, położyłam się na łodzi i zamknęłam oczy, następnie modliłam się, aby wyjść z tego cała, z tyłu słyszałam jakiś głos co mówi:
- Jowita, wytrzymaj jeszcze 10 minut!
Ja odpowiedziałam:
- Ale ja się tak boję!
I nagle wpadłam w płacz, a po mnie Magda też zaczęła ryczeć, jak już było widać "Metę", to mama mi powiedziała jeszcze tylko trochę, ale ja nadal się bałam, ponieważ jak się wywrócę na Mecie, to mogę utonąć, ponieważ tam były 2 metry głębokości, a byłam tak zdezorientowana, że nie zdążyłabym wypłynąć na powierzchnię, nagle poczułam ogromny ból i oczywiście wypadłam z łodzi i zaczęłam tonąć, Magda tak samo, pod wodą byłyśmy odwrócone do góry nogami, złapałyśmy się za ręce i nadal nic, ale poczułam jak ktoś mnie ciągnie za strój kąpielowy, moja mama mnie wyciągnęła i uratowała mi życie, jak już byłam na powierzchni, to szybkim ruchem złapałam oddech i zanurzyłam się, aby wyciągnąć Magdę... ;[
Już nigdy nie wejdę na tą zjeżdżalnie :(
Po prostu uważajcie, ja nie długo wyjeżdżam, będę za wami tęskniła, no, ale .... Jeżeli już nie napiszę nic na tym blogu przez wakacje, to chcę wam życzyć wspaniałych, bezpiecznych, wesołych i mile spędzonych wakacji.
Kocham,

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz